Interwencja I.10.4 „Inwestycje przyczyniające się do ochrony środowiska i klimatu” miała być jednym z najważniejszych programów inwestycyjnych dla rolników w ostatnich latach.
W praktyce coraz więcej gospodarstw twierdzi jednak, że po niemal dwóch latach od naboru zaczęły się prawdziwe problemy.
Powód?
Rolnicy otrzymują wezwania z ARiMR, z których wynika, że muszą usunąć z projektu główne elementy inwestycji – często stanowiące większość kosztów całego przedsięwzięcia.
Rolnicy zapomnieli już o naborze, a ARiMR dopiero teraz analizuje szczegóły
Nabór w ramach I.10.4 odbywał się jeszcze w 2024 roku. Wielu rolników po złożeniu wniosków było przekonanych, że skoro projekt przeszedł etap przyjęcia dokumentacji, to podstawowe kwestie zostały już zweryfikowane.
Tymczasem po wielu miesiącach zaczęły pojawiać się szczegółowe wezwania i zastrzeżenia dotyczące konstrukcji projektów.
Największe emocje budzi fakt, że część uwag dotyczy kluczowych maszyn i urządzeń, które były głównym powodem udziału rolników w programie.
Przyczepa za duża? Problem zaczął się od TUZ-ów
Jednym z najczęściej komentowanych przypadków jest kwestia przyczep objętościowych i transportowych.
W praktyce ARiMR zaczęła wskazywać, że przyczepa nie może zostać uznana za kwalifikowaną, jeżeli gospodarstwo nie posiadało odpowiedniej struktury TUZ lub produkcji wykazanej w dopłatach bezpośrednich.
Problem pojawia się szczególnie w sytuacjach, gdy rolnik deklarował np. żyto na zielonkę lub planował rozwój produkcji paszowej, ale formalnie w płatnościach bezpośrednich nie występowały trwałe użytki zielone.
W efekcie pojawiły się interpretacje, zgodnie z którymi przyczepa objętościowa „nie ma uzasadnienia”.
Główna część projektu nagle wypada z inwestycji
Dla wielu gospodarstw to ogromny problem finansowy.
W przykładowych projektach:
- przyczepa stanowiła nawet 70–80% kosztów całej operacji,
- pozostałe elementy inwestycji były dodatkiem,
- cała logika projektu opierała się właśnie na tej maszynie.
W praktyce część rolników deklaruje dziś wprost:
„Jeżeli przyczepa wypada z projektu, to nie realizuję inwestycji.”
Trudno się dziwić – wiele osób przystępowało do programu właśnie ze względu na możliwość zakupu konkretnej maszyny.
Gdzie kończy się formalizm, a zaczyna brak logiki?
Największe emocje budzi nie sam fakt kontroli, ale sposób interpretacji projektów.
Rolnicy zwracają uwagę, że:
- żyto na zielonkę nadal jest zielonką,
- gospodarstwa często planują rozwój produkcji,
- struktura zasiewów zmienia się z roku na rok,
- inwestycje powinny być oceniane również przez pryzmat planowanego rozwoju gospodarstwa.
Tymczasem wiele decyzji opiera się na bardzo sztywnym podejściu do danych historycznych.
Zbiornik na wodę tylko na działce własnościowej?
Kolejnym problemem jest kwestia lokalizacji inwestycji.
Coraz częściej pojawiają się wezwania wskazujące, że:
- zbiornik na wodę nie może zostać zrealizowany na działce dzierżawionej,
- inwestycja powinna znajdować się na gruntach własnościowych.
Dla wielu gospodarstw jest to ogromny problem praktyczny.
W rzeczywistości znaczna część nowoczesnych gospodarstw funkcjonuje dziś w oparciu o:
- dzierżawy prywatne,
- grunty z KOWR,
- użytkowanie wieloletnie.
Rolnicy pytają więc wprost:
„Jak mamy rozwijać gospodarstwa, skoro większość areału jest dzierżawiona?”
ARiMR nadal opiera się na tabelach doboru maszyn
Kolejnym punktem spornym pozostaje dobór maszyn do powierzchni gospodarstwa.
Wielu rolników otrzymuje uwagi dotyczące:
- zbyt dużych rozsiewaczy nawozów,
- zbyt dużych opryskiwaczy,
- przewymiarowanych maszyn względem areału.
Agencja nadal bardzo często opiera się na tabelach doboru maszyn i wskaźnikach powierzchniowych.
Problem w tym, że współczesne gospodarstwa funkcjonują zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu.
„Po co mi mały rozsiewacz do dużego ciągnika?”
Rolnicy coraz częściej wskazują na brak praktycznego podejścia.
Typowy argument wygląda następująco:
- gospodarstwo ma obecnie 10 ha,
- ale posiada mocny ciągnik,
- planuje nowe dzierżawy,
- chce rozwijać produkcję.
W takiej sytuacji zakup większego rozsiewacza jest często bardziej racjonalny ekonomicznie niż zakup małego modelu, który za rok lub dwa okaże się niewystarczający.
Program środowiskowy czy walka z rolnikiem?
Wielu beneficjentów podkreśla, że problemem nie jest sama kontrola projektów.
Problemem jest:
- czas reakcji agencji,
- bardzo restrykcyjne interpretacje,
- brak uwzględnienia realiów gospodarstw.
Rolnicy zwracają uwagę, że wezwania pojawiają się często po bardzo długim czasie, gdy:
- ceny maszyn się zmieniły,
- sytuacja gospodarstw wygląda inaczej niż w dniu naboru,
- część inwestycji została już zaplanowana organizacyjnie lub finansowo.
Czy program był przygotowany zbyt sztywno?
Coraz częściej pojawia się pytanie, czy interwencja I.10.4 nie została oparta na zbyt sztywnych założeniach formalnych.
W teorii program miał wspierać:
- ochronę środowiska,
- racjonalne gospodarowanie zasobami,
- rozwój nowoczesnego rolnictwa.
W praktyce coraz więcej sporów dotyczy:
- interpretacji tabel,
- historycznych danych z dopłat,
- formalnych zależności między uprawami a maszynami.
Wnioski
Interwencja I.10.4 pozostaje jednym z największych programów inwestycyjnych ostatnich lat, ale jednocześnie staje się źródłem coraz większej frustracji części rolników.
Największe problemy dotyczą dziś:
- interpretacji kwalifikowalności maszyn,
- zbyt sztywnego podejścia do struktury gospodarstwa,
- ograniczeń związanych z działkami dzierżawionymi,
- ocen opartych wyłącznie na tabelach doboru maszyn.
Wielu rolników zadaje dziś bardzo proste pytanie:
„Czy celem programu była realna modernizacja gospodarstw, czy wyłącznie formalna zgodność z tabelami?”
źrodło: https://www.gov.pl/web/arimr/i104-inwestycje-przyczyniajace-sie-do-ochrony-srodowiska-i-klimatu-
www.dotacje-prow.pl
